|
"Nie wyobrażam sobie, aby zaprzepaścić szansę, która nie powtórzy się nawet następnym pokoleniom. Jeśli nie osiągniemy sukcesu w Polsce i z Beenhakkerem,
to chyba już nigdy" - mówi "Gazecie Wyborczej" napastnik Palermo i reprezentacji Polski.
Pewnie to Pan rządzi teraz w szatni Palermo?
Radosław Matusiak: A skąd. Koledzy z drużyny chyba nie mają pojęcia, że
to Polska z Ukrainą, a nie Włosi zorganizują ten turniej. Pojechałem na
trening trzy godziny po wyborze, nikt się nawet nie zająknął. A może
ich to nie interesuje, sam już nie wiem. Jedynie trenerzy od
przygotowania fizycznego rzucili krótkie pytanie, co z tym Euro. Poza
tym cisza. Może Włosi wychodzą z założenia, że już piłkarzy mają,
stadiony mają, hotele mają, drogi mają, więc jedno Euro w te czy wewte
nie ma żadnego znaczenia...
Przeżywał Pan wybory w Cardiff?
B- Jak chyba każdy Polak. Od piłki nożnej po gospodarkę, na każdym
kroku zyskujemy. Proszę spojrzeć, jak zareagowała giełda, spółki
budowlane odnotowały niespotykany wzrost. Przeczuwając taką decyzję
UEFA, zainwestowałem w akcje. I zarobiłem. Ile? Na zakupy wystarczy.
Źródło: Gazeta Wyborcza
|